PL Dzikie Nuty 2.0, Rafał Zbrzeski (jan.2020)

Nie było nas, był las…
Ledwie czwarty wpis na odrodzonym blogu, a znów pojawi się nawiązanie do tematyki leśnej. Cóż począć jeżeli tytuł albumu brzmi Magic Forest? To wyraźne zaproszenie by po raz kolejny szukać muzycznych wrażeń w cieniu gęsto rosnących drzew.

Pochodzący z języka japońskiego termin „Satoyama” oznacza teren, na którym wzgórza graniczą z uprawnymi równinami, a w nieco szerszym rozumieniu cały mikrokosmos lasów, pól ryżowych i rolniczych wiosek – wszystko oczywiście misterne ze sobą splecione i powiązane wzajemnymi zależnościami.

Po oswojeniu się z japońska nazwą włączamy płytę kwartetu, na której już od pierwszych dźwięków wyraźnie wyczuwalne są wpływy skandynawskiej szkoły jazzu, z ostrą, przenikliwą trąbka na pierwszym planie. Do tego gitara – także w roli melodyjnej, ale przez znaczącą część albumu, odpowiadająca jednak, za różnorakie szumy, niecodzienne dźwięki i dronowe echa dobiegające z drugiego planu. Do tego szczypta współczesnego grania spod znaku indie – i również otrzymujemy niezwykły mikrokosmos, tym razem dźwiękowy. Na marginesie – album Magic Forest może służyć za przykład wyważenia brzmienia pomiędzy tym co akustyczne, elektryczne i elektroniczne.

Członkowie zespołu kunsztownie utkali swoja muzykę, dbając o nastrój, klimat i spójność tej naprawdę bardzo dobrej płyty, wprowadzając dodatkowo element świadomości ekologicznej. W utworze Dry Land poruszony został problem dostępu do wody i wysychającego krajobrazu (co prawda chyba nieco przesadzili umieszczając obok Sahary i Gobi Pustynię Błędowską, w przypadku której przyrodnicy akurat borykają się z odwrotnym problemem, czyli zarastaniem).

Na koniec wyjaśnienie – kwartet o nazwie wywodzącej się z Japonii, grający muzykę z silnymi wpływami ze Skandynawii to oczywiście formacja pochodząca z Włoch. Jakie to proste – prawda?